Jesteś nauczycielem w każdej sytuacji. To zdanie budzi się we mnie cichym, znaczącym szeptem. Odkładam na półkę kolejną książkę wyciągniętą spod szyldu „psychologia”. Poznaje siebie. I poznaje innych.
Obojętnie, co aktualnie robisz w życiu i z jakiego, najbardziej przekonywującego dla Ciebie powodu masz w rękach tę książkę, wiesz, gdzieś tam w środku, że nauczycielem jest każdy. Możesz oficjalnie nazywać się trenerem, coachem, wykładowcą, pedagogiem, albo robić dokładnie to samo co oni, tylko tak tego nie nazywać. Każdy rodzic uczy swoje dzieci, ksiądz wyznawców wiary, kobieta mężczyznę, jak lubi być dotykana w łóżku: tak naprawdę jesteś nauczycielem w każdej sytuacji.
- Mateusz Grzesiak „Wyjątkowy Nauczyciel. Szkolenia XXII wieku”
Spotkanie. Spóźniam się 10 minut. Po drodze natknąłem się na człowieka, który wybrał zarabianie na ulicy, choć jeszcze niedawno rozpisywały się o nim gazety, a on sam regularnie pobijał światowe rekordy. Już nawet się nie uśmiecha. Poznaliśmy się przypadkiem. W knajpie, którą być może będę musiał przestać odwiedzać. Od razu wiedziałem, że to człowiek, który potrzebuje wiary i decyzji. Wiary w siebie i decyzji o zmianie. Chciałem zaprosić go na marcowe warsztaty, ale mierzę siły na zamiary: wiem, że jeszcze tego nie udźwignę. A jeśli ja tego nie udźwignę, to straci na tym cała grupa.
Przepraszam za spóźnienie. Lokal do którego wchodzimy jest niemal pusty. Dwa latte. Prawdziwe latte. Kilka luźnych spostrzeżeń dotyczących uczelnianej rzeczywistości, kilka żartów. Mam opowiedzieć jak było – więc opowiadam. Mam świadomość, że nie chodzi tylko o relacje, ani o udzielanie rad. Kończąc, zadaje pytanie. I wsłuchuję się w odpowiedź. Mówimy ciałem a ja chcę powiedzieć, że słucham i jestem obecny, i że to dla mnie ważne. Więc pochylam się do przodu i ręce luźno opieram na stoliku.
Zaczyna do mnie docierać coś niesamowitego. Oto, tu i teraz, zostaje obdarzony zaufaniem. Zaufaniem! Drugi człowiek wierzy, że jego historia zostanie między nami. Drugi człowiek ma nadzieję, że zrozumiem i być może będę umiał dać cień wskazówki co dalej… Z każdym słowem tej historii dostrzegam w swoim rozmówcy siłę i ogromny potencjał, których on sam usilnie dostrzec nie chce. Jeśli ktoś tkwiący w takich okolicznościach reprezentuje sobą tyle wartości to, głęboko w to wierzę, nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Kiedy w oczach pojawiają się niechciane łzy szybko, na moment, zmieniam kontekst rozmowy. Ta rozmowa nie ma przywoływać demonów, ma pozwolić spojrzeć na nie z boku. Tu nie ma miejsca na niechciane łzy. Raz jeszcze: otrzymuje bezcenny dar. Zaufanie. Zachwycam się tym darem i postanawiam o niego zadbać.
Opowiadam więc swoją, całkiem podobną historię. Na taki dar warto odpowiedzieć podobnym. Różnica polega jedynie na tym, że zdążyłem dopisać kolejny rozdział. Po drodze wychodzi coś zupełnie innego. Uznaję, że warto iść za ciosem. I faktycznie… warto.
W ostatnim czasie kilka osób podzieliło się ze mną podobnymi wątpliwościami. Czy można zmęczyć bliską osobę samym sobą: swoim światem, swoimi problemami? Być może na chwilę. Na chwilę, bo dzisiaj zrozumiałem, że otwartość, odsłonięcie części siebie, która nie jest publiczna, dostępna dla wszystkich, jest wyróżnieniem. Jest powiedzeniem: jesteś wartościowym człowiekiem któremu chcę coś pokazać.
Wyjątkowy nauczyciel jest zawsze wyjątkowym uczniem. Zawsze. Pracuje nad warsztatami. Dzisiejsze spotkanie wniesie w nie więcej niż mógłbym oczekiwać w najbardziej wybujałych wyobrażeniach. Zrozumiałem, że z całą odpowiedzialnością (w tym za konieczność zmian, które to determinuje) mogę podpisać się pod słowami T. Robbinsa:
Celem mojego życia stało się przywrócenie marzeń i urzeczywistnianie ich, ciągle przypominanie o tkwiących w nas nieograniczonych możliwościach, namawianie do wykorzystywania uśpionych mocy, które drzemią w każdym z nas.
- Anthony Robbins „Obudź w sobie olbrzyma”
Mogę i podpisuję się, bo autentycznie i dogłębnie wkurza mnie jak wspaniali, wartościowi ludzie, których potencjał przekracza moje wyobrażenia, poddają się sile okoliczności.